Wywiad z Jackiem Gornym
Dodane przez Maciej Baranski dnia 19 luty 2013 13:43

Wywiad z Jackiem Gornym - przewodnikiem wędkarskim

„Tym, którzy myślą, że praca przewodnika jest łatwa, muszę powiedzieć, że to naprawdę trudne zajęcie i duża odpowiedzialność. W tym biznesie stałych klientów mają tylko najlepsi, a żeby być najlepszym trzeba cały czas pracować, co nie zawsze oznacza wędkowanie...”


Jacek Gorny



Dla wielu z nas praca przewodnika wędkarskiego to zwieńczenie wędkarskich marzeń. Postanowiłem poprosić jednego ze znanych polskich przewodników – Jacka Gornego o podzielenie się z nami doświadczeniami i wrażeniami z tej pasjonującej pracy. Wyszedł z tego całkiem obszerny wywiad. Zapraszam do lektury.


Wywiad przygotował i przeprowadził: Maciej Baranski.


Treść rozszerzona
Wywiad z Jackiem Gornym - przewodnikiem wędkarskim


Na początek dość lakoniczne pytanie. Kto lub co sprawiło że pochłonęła cię wędkarska pasja?

W mojej rodzinie niestety nie było wcześniej wędkarzy. Kiedy miałem 7 lat wraz z rodzicami przebywaliśmy nad pewnym jeziorem. Każdego dnia nieopodal widywałem pewnego wędkarza. Łowił piękne płocie wędką spławikową. Przyglądałem mu się z zaciekawieniem, od razu zapragnąłem również spróbować swoich sił. Poprosiłem rodziców o pierwszą wędkę i tak zaczęła się moja przygoda. Na początku nie było łatwo, ale jestem z tych co się łatwo nie poddają, całe szczęście wody były wtedy rybniejsze i nawet taki małolat jak ja mógł złapać samodzielnie swoje pierwsze ryby.


Obecnie mieszkasz w Irlandii. Dlaczego właśnie wybór padł na Zieloną Wyspę i czy od początku pobytu nastawiłeś się na to że będziesz zawodowo zajmował przewodnictwem wędkarskim?

Irlandię znałem z czasopism wędkarskich i od znajomych, którzy przyjeżdżali tu na zawody wędkarskie. Od nich wiedziałem, że wody są tu bardzo rybne, a otaczająca je przyroda wyjątkowa. To spowodowało, że kiedy nadarzyła się okazja odwiedzenia Zielonej Wyspy zastanawiałem się tylko kilka minut. Mój pobyt miał trwać 3 miesiące... Później przedłużyłem do roku, a po dwóch latach otworzyłem własną firmę, która zajmuje się turystyką wędkarską. Było to spełnienie moich marzeń- połączenie pracy z hobby.



Wasza firma „Fishingireland.pl” powstała w 2008 roku. Jak oceniasz rozwój firmy w przeciągu tych kilku lat?

Tak, firmę otworzyłem w 2008 roku. Od tego czasu wiele się zmieniło. Włożyłem wiele wysiłku w rozwój biznesu. Dziś odwiedza nas duża grupa klientów z różnych części świata. Firma została zauważona przez Failte Ireland, organizację, która zajmuje się turystyczno-wędkarską promocją Irlandii i obecnie kierowani są do nas wszyscy dziennikarze zagraniczni, którzy chcą zrobić reportaż o łowiskach w naszej okolicy. To bardzo duże wyróżnienie, zwykle zajmują się tym lokalni przewodnicy. W zeszłym sezonie nakręciliśmy również film dla firmy Shimano. Firma rozwija się ciągle bardzo dynamicznie, co rusz ulepszamy ofertę. Każdą chwilę spędzamy nad wodą, co jest w tym biznesie bardzo ważne, dzięki temu, zawsze wiemy gdzie, co i jak. Przez te kilka lat nawiązaliśmy współpracę z kilkoma czasopismami wędkarskimi, min. Wędkarski Świat, Morski Łowca, Irish Angler.



Co oferujecie swoim klientom podczas wędkarskich wypraw?

Specjalizujemy się w ofercie „All-inclusive”. W dzisiejszych czasach ludzie mają bardzo mało czasu na swoje hobby. Zorganizowaliśmy wszystko tak, żeby nasi klienci nie musieli się niczym martwić. Odbieramy ludzi bezpośrednio z lotniska, zapewniamy zakwaterowanie, wyżywienie, sprzęt wędkarski i wszystko co potrzeba. Każdego dnia oprócz śniadań i obiadokolacji serwujemy naszym gościom ciepły posiłek, przyrządzony bezpośrednio na łowisku. Na łodziach zawsze mamy zimne i ciepłe napoje. Krótko mówiąc... Przewodnik w mojej firmie jest dla Was, postara się, żeby wyprawa na zawsze została w Waszej pamięci.



Zdjęcia w Twojej galerii wyglądają imponująco. Przeważają w niej szczupaki więc czy to one są rybami które najbardziej lubisz łowić?

Przewaga szczupaków wynika z tego, że większość naszych klientów chce złowić właśnie ten gatunek. Metrowy szczupak, to marzenie każdego łowcy, my jesteśmy po to, żeby te marzenia spełniać! Jeśli klient chce łowić pstrągi, łowimy pstrągi, jeśli marzy o łososiu, jedziemy na łososie. Nasi przewodnicy są wszechstronni, łowimy każdy dostępny tutaj gatunek drapieżnika, od okonia po ryby morskie. Pasją moich ostatnich lat jest łowienie wielkich pstrągów potokowych zwanych feroxami. Niestety nie mam na to tyle czasu ile bym chciał... Najczęściej moje prywatne wyprawy polegają na rozpoznaniu kolejnych łowisk. Często są to wyjazdy nietrafione, ale czasami znajdujemy prawdziwą perełkę wędkarską. Tym, którzy myślą, że praca przewodnika jest łatwa, muszę powiedzieć, że to naprawdę trudne zajęcie i duża odpowiedzialność. W tym biznesie stałych klientów mają tylko najlepsi, a żeby być najlepszym trzeba cały czas pracować, co nie zawsze oznacza wędkowanie...



Która z Twoich dotychczasowych zdobyczy jest Twoją „rybą życia”?

Już w Polsce słyszałem o wielkich pstrągach zamieszkujących Irlandzkie jeziora. Marzyłem o wielkiej rybie, ogromnym pstrągu. Na początku nie szło łatwo, łowiłem duże ilości, ale ich rozmiar oscylował pomiędzy 40-65cm. Wiedziałem, że w jeziorze żyją znacznie większe egzemplarze. W tym czasie poznałem Tomka, wspólnie zaczęliśmy rozpracowywać Feroxa. Szczątkowe informacje dostawaliśmy od klientów sklepu wędkarskiego w którym pracował Tomek. Powoli, z wyprawy na wyprawę zaczynaliśmy rozumieć te ryby, które zachowywały się nieco inaczej niż ich mniejsi bracia. Dziś temat jest rozpracowany, łowimy wielkie pstrągi regularnie. Ja złowiłem swoją rybę życia w zeszłym sezonie, był nią przepiękny pstrąg potokowy o długości 90cm! Znaczy on dla mnie dużo więcej, niż wszystkie duże szczupaki które złowiłem. Mała korekta... Dosłownie wczoraj (tj. 16/02/2013) złowiłem jeszcze większego pstrąga! Ryba mierzyła 93cm i ważyła 9,5 kg.



Czy któryś z Twoich klientów złowił podczas wyprawy z Tobą rybę, która była by większa niż Twoje rekordowe okazy poszczególnych gatunków?

Tak! Rolą przewodnika jest zrobić wszystko, aby klient złowił rybę marzeń. Dobry przewodnik nigdy nie powinien "ścigać" się z gośćmi. Choć bardzo dobrze znamy nasze łowiska i przy czasie którym dysponujemy moglibyśmy "wyśrubować" sobie rekordy, to my nigdy nie łowimy w nich prywatnie. To miejsca, gdzie klient ma złowić rybę, my łowimy nasze przy okazji rozpracowania nowych miejscówek. Dzięki temu nasi klienci mogą pochwalić się największym szczupakiem (123cm) i okoniem (48cm) jakie dotychczas były złowione na naszych łodziach.



Który parametr dla Ciebie jest lepszym wyznacznikiem wielkości ryby: waga czy długość i dlaczego?

W Irlandii za wyznacznik wielkości ryby przyjęło się uważać wagę. Osobiście uważam, że długość jest bardziej adekwatna. Waga ryby zmienia się kilkukrotnie w ciągu roku, czasami jest mniejsza a czasami większa. Jeśli chciałbym złowić np. ciężkiego szczupaka, próbowałbym zrobić to tuż przed tarłem (w Irlandii nie ma okresu ochronnego), jest to jednak sprzeczne z moim pojęciem etyki wędkarskiej. W tym czasie, mimo, że teoretycznie najłatwiej byłoby pobić rekord Irlandii, my szczupaków nie łowimy. Za przykład może posłużyć taka sytuacja: Wędkarz łowi szczupaka 120cm, który waży 14kg, inny wędkarz łowi szczupaka długiego na 115cm, ale pełnego ikry, jego waga to 14,5kg... Która ryba jest większa? Dla mnie zawsze ta dłuższa.

Która ze stosowanych metod połowu jest dla Ciebie najskuteczniejsza? Oraz jakich przynęt lubisz używać najbardziej?

Uwielbiam spinningować i trollingować. Obie metody są bardzo skuteczne, zarówno pierwsza, jak i druga wymaga dużej wiedzy aby osiągać zadowalające efekty. Jeśli chodzi o przynęty... Tu nie mam jakiś faworytów. Łowię wszystkim, błystki, woblery, gumy, jerki, muchy i wszelkie ich połączenia. To łowisko i gatunek ryby dyktuje mi co użyć. Wiele przynęt robię samodzielnie, pomimo ogromnego wyboru w sklepach, ja potrzebuję czegoś więcej... Np. przy połowie szczupaków używam głównie jerków własnej produkcji, spędziłem nad nimi bardzo dużo czasu i dopracowałem je tak, że innych praktycznie nie potrzebuję. Stworzyłem jerka do trollingu o którym krążą już legendy. Takiej przynęty nie ma żadna inna firma, a skuteczność jest niebywała. Od dwóch sezonów, ja i moi przyjaciele łowimy wiele wielkich szczupaków na tą przynętę. Generalnie na każdą rybę mam coś "extra", wabiki, które nie można dostać w żadnym sklepie, a skutecznością przewyższają inne. Wiem, że jeszcze wiele można ulepszyć, a bardzo często o tym, że przynęta jest lepsza decydują niewielkie niuanse.



Obecnie oferowany sprzęt wędkarski w znacznym stopniu powoduje że łatwiej namierzyć i złowić okaz. Co o tym sądzisz?

Nie do końca mogę się z tym zgodzić. Sprzęt, nawet ten najlepszy nie zastąpi doświadczenia zdobytego nad wodą. Nawet z najlepszym sprzętem początkujący wędkarz nie wsiądzie do łodzi i nie zacznie zaraz łowić wielkie ryby. Oczywiście doświadczonemu wędkarzowi sprzęt pomoże, ale to będzie połączone z jego wiedzą. Postęp w dziedzinie sprzętu wędkarskiego jest ogromny, ale to wędkarz łowi ryby.

W jaki sposób selekcjonujesz i wybierasz miejscówki na poszczególne wyprawy? Czy według Ciebie takie parametry jak pogoda, ciśnienie, itd. mają wielki wpływ na „apetyt’ ryb oraz miejsce ich przebywania?

Nie jestem fanatykiem mierzenia ciśnienia jeśli o to pytasz ;) Nad wodą jestem bardzo często i wyrobiłem nieświadomie w sobie coś na zasadzie szóstego zmysłu. Instynktownie wyczuwam, co powinienem robić aby złowić rybę. W zeszłym sezonie odwiedziłem nowe dla mnie jezioro, pływałem po nim z kolegą z Hybrida Team, który znał już nieźle tą wodę i złowił tam sporo dużych szczupaków. Rafał siedział za sterami, ja jako pasażer. Po pewnym czasie, kiedy ryby nie specjalnie współpracowały poprosiłem aby popływał troszkę po "mojemu" Kiedy złowiliśmy kilka dużych szczupaków Rafał zapytał, skąd wiem, że ryby są w tych miejscach zatoki, a nie innych... Zastanowiłem się chwilę i odpowiedziałem, że nie wiem... Faktem było, że trafiałem bez pudła, i jeśli mówiłem, że czuję tu dużą rybę to ktoś zaraz ją łowił. Wieczorem zastanawiałem się nad tym i doszedłem do wniosku, że to instynkt... Łowię ryby niemal codziennie i automatycznie, bez żadnego wysiłku analizuję błyskawicznie łowisko i na podstawie wcześniej zdobytych doświadczeń dobieram przynęty i techniki ich prowadzenia. Ciężko to wytłumaczyć... Po prostu "czuję"wodę.



Rzeka, jezioro, a może.. coś innego. Ulubione łowisko?

Lubię łowić zarówno w jeziorze, jak i na rzece. Nie łowisko jest dla mnie najważniejsze, tylko świadomość, że rozpracowałem temat. Jeśli jest rzeka w której są fajne ryby, będę tam łowił, aż uznam, że znam ją bardzo dobrze i dopasowałem przynęty i sprzęt do panujących tam warunków. Później poszukam nowego wyzwania. Lubię odwiedzać nowe jeziora, szukać nowych miejsc. Człowiek wtedy bardzo dużo się uczy i nie stoi w miejscu...

Wiem że od pewnego czasu zająłeś się produkcją jerków. Czy będą one dostępne dla szerszej rzeszy wędkarzy czy robisz je tylko dla siebie oraz swoich klientów?

Jerki robię od 4 lat, wcześniej produkowałem mniejsze przynęty(woblery na klenie, pstrągi, bolenie). Dotychczas jerki były dostępne tylko na moich łodziach. W tym roku będzie można je kupić za pośrednictwem sklepu internetowego na mojej stronie (www.fishingireland.pl) Dotychczas była to jedna z moich tajemnic, dzięki tym przynętom co roku łowimy bardzo duże ilości dużych szczupaków. Nadszedł czas, żeby każdy mógł łowić na te przynęty.

Gorący temat czyli „Catch&Release” co o tym sądzisz i jak to postrzegasz?

„Catch&Release” to przyszłość! Jednocześnie daleki jestem od wyzywania od mięsiarzy, co ostatnio stało się modne na niektórych forach, osób które zabierają sobie rybę do domu. Jeśli zabrali ją zgodnie z przepisami, to wszystko jest ok. Takie mają prawo. Sam wypuszczam 95% ryb które łowię, a od czasu do czasu zabieram jakiegoś pstrąga, ale nigdy dużego (40-45cm). Najlepszym rozwiązaniem jest wprowadzenie widełek wymiarowych. Dzięki temu można chronić ryby zarówno małe, jak i duże, okazowe.



Na koniec tylko zapytam przy okazji gratulując zwycięstwa, co zdecydowało że wspólnie z Tomkiem wygraliście bardzo prestiżowe zawody "Predator Tour Ireland 2012"?

Dziękuję bardzo. Hmm... Co sprawiło, że wygraliśmy? Na sukces złożyło się wiele czynników. Wiedziałem, że to zawody dla nas, potrafimy łowić każdy z trzech gatunków ryb które były tam punktowane. Nie znaliśmy wcześniej tego jeziora. Wyzwanie było spore, albo pokażemy co potrafimy, albo skompromitujemy się. Nie bez powodu inni przewodnicy unikają takich konfrontacji... Zarówno Tomek, jak i ja w przeszłości startowaliśmy w zawodach wędkarskich i podjęliśmy decyzję o wzięciu udziału w tej imprezie. Troszkę pojeździliśmy, w celu poznania łowiska. Znaleźliśmy ciekawe rewiry, poznaliśmy zachowanie mieszkających tam drapieżników i z dnia na dzień coraz lepiej wyczuwaliśmy wodę. Kiedy przyszedł czas zawodów, wszystko szło dobrze, sprzyjało nam szczęście. Miejsca wcześniej znalezione dały nam ryby, które zapewniły zwycięstwo z dużą, prawie 1,5m przewagą! Nasza wygrana jest również sukcesem kilku przyjaciół, którzy pomagali nam w przygotowaniach. Chciałbym im z tego miejsca bardzo podziękować. Nasz sukces jest Waszym sukcesem!


Zwycięzcy Predator Tour Ireland 2012


Wiem że o marzeniach nie mówi się głośno ale dla nas możesz zrobić wyjątek i zdradzić swoje największe wędkarskie marzenie?

Tu odpowiedź będzie krótka... Chciałbym aby jeden z moich klientów złowił ponad metrowego pstrąga. Tam gdzie łowimy na pewno takie pływają, trzeba tylko troszkę szczęścia...

Bardzo serdecznie dziękuję za tą rozmowę i życzę spełnienia marzeń oraz realizacji wszystkich planów.

Pozdrawiam wszystkich Czytelników!
Do zobaczenia nad wodą!

Jacek Gorny
www.fishingireland.pl