PIKEFINDER - Forum wędkarskie - Forum o szczupakach - Forum szczupakowe - News: Mój pierwszy raz
Aby w pełni korzystać z serwisu należy się zarejestrować.
Można to zrobić
TUTAJ
Zapraszamy na PIKEFINDER - Forum wędkarskie - Forum o szczupakach - Forum szczupakowe
Ten aplet jest widoczny tylko dla niezarejestrowanych użytkowników!

Wrzesień 2019
Łowca Ryby Miesiąca
Kamil Zaczkiewicz

PikeFinder

Wszystko o szczupaku

Ostatnio dodane fotki

VIII zlot PF
VIII zlot PF
VIII zlot PF

2018
Łowca Ryby Roku
Damian Powęska

PikeFider

Strony partnerskie



Translate

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło

Aktualnie na stronie

· Goście: 7

· Użytkownicy:


· Łącznie użytkowników: 1,270

· Najnowszy użytkownik: Mistrz90

Stop sieciom w PZW



Mój pierwszy raz

Z pamiętnika...
Był piękny, majowy poranek a ja właśnie.... Nie, nie Kochani, nic z tych rzeczy nie byłem wtedy na rybach,
właśnie opuszczałem bramę mojej"ukochanej jednostki wojskowej" i cieszyłem się z tego powodu jak dziecko!

Minęło kilka wspaniałych miesięcy, po długich wakacjach spędzonych z narzeczoną ( teraz żoną) zacząłem szukać pracy. Zrządzeniem losu, mimo wielu przeciwnościom, dostałem etat w sklepie meblowym nie mając zielonego pojęcia o pracy w tej branży. Kierownik sklepu Krzysiek był na mnie strasznie cięty bo miał na to stanowisko swojego kandydata, ale szybko okazało się, że zaczęliśmy nadawać na tych samych falach. Zostaliśmy przyjaciółmi, Krzychu był zapalonym wędkarzem, namówił mnie abym odnowił kartę wędkarską i zaczął jeździć z nim na ryby. Zakupiłem sprzęt i oddałem się rozkoszy lekkiego spławikowania do początku kwietnia 1993 roku. Wtedy to mój kompan, przekonał mnie (po długich negocjacjach) do nabycia pierwszego spinningu. Pamiętam jak dziś te zakupy i sprzęt jaki wybrałem; wędka firmy DAM Tele Spin 270/35g, kołowrotek DAM Quick Camaro LS35 i żyłka Bayron Soft 0.27, do tego jeden! przypon i trzy blaszki; dwie HRT i jedna firmy DAM.
Wszystkie te skarby schowałem w znalezionym w domu małym plastikowym pudełeczku. Do pierwszego maja nie mogłem się już doczekać.

Do Krzycha przyjechałem, razem z moją żoną, pociągiem 30 kwietnia i oddałem się w pełni degustacji procentowych płynów aby wzmocnić się przed wyprawą a im więcej "tego" było, tym z większą naiwnością słuchałem opowieści mojego kompana o jego wędkarskich wyczynach. Wypraw przybywało z każdym kielonkiem a ryby rozrastały się w niesamowitym tempie.
Im bliżej tej chwili, tym mniej wierzyłem w sens naszej wyprawy, nie mogłem uwierzyć, że na taki kawałek blachy można złowić rybę, na robaka to tak ale na takie coś???
Rano spotkaliśmy się w umówionym miejscu z kolegami Krzyśka i w czwórkę ruszyliśmy nad wodę. Kiedy przypomnę sobie ten dzień, tą chwilę, śmieję się sam do siebie. Dlaczego???
Opiszę Wam mój strój jakim dysponowałem owego dnia. Czarna, całkiem przyzwoita, niedawno nabyta skóra okrywała mnie przed porannym zimnem, w kancik wyprasowane przez żonę spodnie i eleganckie pantofle dopełniały całości.
Jacek, kolega Krzyśka myślał, że będę przebierał się nad wodą ale kiedy dowiedział się, że to był właśnie mój wędkarski strój, ze śmiechu położył się na burcie zbiornika.

Przed rozpoczęciem połowu wszyscy zaczęli chwalić się swoimi nowymi, specjalnie na ten dzień zakupionymi przynętami a wierzcie mi było na co popatrzeć, szczególnie u Jacka. Ileż on tego miał, taki mały obwoźny, dobrze zaopatrzony sklep wędkarski, w końcu był jego pracownikiem. Kiedy spojrzał z pogardą na moje zabiedzone pudełko, sięgnął do swoich przynęt, które miał schowane w innym raczej nie przeznaczonym do łowienia w tym dniu pudełku i podarował mi z ironicznym uśmiechem na twarzy, trzy największe blaszki jakie posiadał. Jedną z nich posiadam do dnia dzisiejszego, to "balcerowski" miedziany Colonel nr 10, blacha, która zajmuje honorowe miejsce wśród moich przynęt.
Po eksternistycznym kursie spinningowym, przeprowadzonym przez moich nowych kolegów, rozpocząłem łowienie. Minęły dwie godziny wędkowania bez brania, kiedy podszedł do nas starszy Pan i powiedział, że na "przewężeniu" ktoś złapał wymiarowego, czterdziestocentymetrowego zębatego ( wymiar szczupaka wynosił wtedy 40 cm). Ogarnęła mnie rozpacz i chyba zazdrość a na dodatek sąsiad łowiący niedaleko mnie złowił na żywca szczupaka 38 cm.

Moi kompani odpuścili, zaszyli się w sąsiadującym z wodą lasku i rozgrzewając się wodą ognistą ( bo to mi przypadła rola kierowcy) pozostawili mnie samemu sobie.
Przesunąłem się w lewo w miejsce, które zajmował wcześniej łowca niewymiarowego esoxa i zacząłem posyłać moja blaszkę w kierunku znajdującej się naprzeciw mnie wyspy. Niestety moje blaszki lądowały tylko w połowie odległości między brzegiem a wysepką. Wtedy przypomniałem sobie o blaszkach które dostałem rano, założyłem jedną z nich, miedzianego Colonela i w trzecim rzucie blaszkę udało mi się posłać metr od brzegu "pływającego lądu". Jeden obrót korbką i poczułem tępe uderzenie.
Czy to branie? ..... nie to chyba zaczep, coś ciężkiego....zielsko???
Idzie tępo, jednostajnie, bez walki, bez szarpania i nagle... wygięty kij ożywa, pulsuje i zębaty wyskakuje nad wodę!!!
Boże mam, nie wierzę... mam rybę! Pozostawiony samemu sobie, bez pomocy i podpowiedzi kolegów...myślę co robić? Bez podbieraka nie dam rady, burta jest zbyt wysoka. Szczupak szaleje blisko brzegu, jest duży!!! Nigdy takiego nie widziałem. Czas poprosić o pomoc, nie ma czego się wstydzić.

Krzychu!!! - wołam.... cisza.
Krzychu, Krzychu!!! - krzyczę.

Między drzewami widzę jego głowę, słyszę śmiechy i mądrości Jacka, chyba rekin wciągnął go do wody!
Mój przyjaciel jednak nie pozostawił mnie bez pomocy, podbiegł do mnie z podbierakiem i sprawnym ruchem podebrał rybę.
Chwilę później, mój "pierwszy" był na brzegu, dla mnie ogromny!!!. W ciągu chwili zbiegli się chyba wszyscy znad zbiornika i podziwiając moją zdobyć, jednoznacznie twierdząc, że to samica. Mierzymy zdobycz, miarka wskazuje 68 cm. Jestem szczęśliwy, to było niesamowite uczucie, tą chwilą zaraziłem całe swoje życie, spinning stał się sensem mojego życia. Do końca miesiąca złowiłem 63 szczupaki. Na ryby jeździłem codziennie, niejednokrotnie pokonując dystans 70 km stale odkrywałem coś nowego, złowiłem kilka sandaczy i zaczęło się na dobre.W czerwcu kupiłem na raty nowy zestaw, SILSTAR Royal Class 290/C15 i kołowrotek tej samej serii i 75 m plecionki Corastrong i masę przynęt, wydałem na niego pięć swoich pensji!!! Na tą wspaniałą plecionkę łowiłem 3 lata, nigdy nie używałem przyponów i nie straciłem ani jednej ryby!!!

(Nawiasem mówiąc bardzo się ucieszyłem, na jej powrót na nasz rynek w tym roku, mam nadzieję, że też będzie taka dobra jak ta sprzed 20 lat a może..... się łudzę???)

Do wiosny ubiegłego roku nie mogłem na moją chorobę znaleźć odpowiedniego antidotum ale później coś niedobrego zaczęło się ze mną dziać, przestałem jeździć na ryby!!! Pod koniec maja wyjechałem na ryby trochę dalej i zachorowałem raz jeszcze, ta choroba to FINLANDIA ale o tym może przy najbliższej okazji.

Pozdrawiam i życzę wszystkim, którzy zaczynają wędkowanie aby się nie zniechęcali i próbowali, nawet jeśli kilka razy wrócą znad wody o kiju bo w wędkarstwie trzeba być cierpliwym i konsekwentnym. Nie zawsze kilogramy dźwiganych przez nas przynęt zapewnią nam upragniony sukces. Dobrze jest mieć kogoś znajomego, (takiego Krzyśka, któremu teraz jeszcze raz dziękuję) kto w tajniki wędkarskie nas wprowadzi, będzie nam dużo, dużo łatwiej.




Tekst i zdjęcia: Jacek Wróbel @JAQU

Podziel się z innymi: Facebook Google Tweet This Yahoo
Facebook - Lubię To:


Brak uprawnie

Zaloguj si aby widzie komentarze

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?

Wygenerowano w sekund: 0.03
12,222,036 unikalne wizyty