PIKEFINDER - Forum wędkarskie - Forum o szczupakach - Forum szczupakowe - Forum dyskusyjne: Pierwszy wobler, drugie życie....
Aby w pełni korzystać z serwisu ../ należy się zarejestrować.
Można to zrobić
TUTAJ
Zapraszamy na PIKEFINDER - Forum wędkarskie - Forum o szczupakach - Forum szczupakowe
Ten aplet jest widoczny tylko dla niezarejestrowanych użytkowników!

Wrzesień 2018
Łowca Ryby Miesiąca
robeRTS

PikeFinder

Wszystko o szczupaku

Fora partnerskie

Ostatnio dodane fotki

grzyby
Szczupaczyca 116
Odlot

2017
Łowca Ryby Roku
Łukasz Szlafka

PikeFider

Nasz Banner

PikeFider

Translate

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło

Aktualnie na stronie

· Goście: 1

· Użytkownicy:


· Łącznie użytkowników: 1,314

· Najnowszy użytkownik: dawidz91

Stop sieciom w PZW



Zobacz temat

 Drukuj temat
Pierwszy wobler, drugie życie....
Jacek Wrobel
5 kwiecień 1997- sobota rano, w końcu ładna pogoda, warto by było to wykorzystać. W domu nie mogę już wytrzymać, cztery miesiące bez spinningu a do 1 maja zostało jeszcze tyle dni (w tamtych latach panowało w naszych stronach przekonanie,że jeśli ktoś spinninguje przed otwarciem sezonu szczupakowego, to na pewno jest kłusownikiem, od kilku lat to się zmieniło i nikogo nie dziwi spinningista w marcu).
W sobotę wieczorem dzwonię do kolegi Krzyśka z propozycją wypadu, jest na tak a więc rano ruszamy, naszym celem będzie rzeka Rawka. Dowiedziałem się,że można liczyć tam na ładnego jazia, ktoś podobno złowił pstrąga?! Przepełniony marzeniami i z nadzieją na pierwszy w sezonie kontakt z rybą, melduję się o 6 rano przed blokiem mojego kompana. Naszym szoferem będzie ojciec Krzycha, ponieważ nie wszędzie można o tej porze wjechać samochodem więc przyda nam się kierowca. Przed nami prawdziwe wyzwanie, do przejścia jakieś 6-7 km po trudnym terenie. Po kilkudziesięciu minutach jesteśmy nad wodą, rozkładamy spinery i ....pierwszy rzut w tym sezonie, po długiej zimie. Trzeba koniecznie to opić, na tę okazję najlepsza będzie mocna, robiona przeze mnie nalewka z jarzębiny...ale grzeje!!!
.......to nic, że od dwóch godzin nie mamy brania, żadnego jazia ani innego gada ale w zamian za to widzimy pięknie tokujące żurawie za naszymi plecami, ach jaka szkoda, że nikt nie zabrał ze sobą aparatu. Po krótkim namyśle postanawiamy przejechać, jakieś dwa kilometry dalej, tam znajduje się nasza letnia super miejscówka, może tam będzie lepiej? Drugi rzut Krzyśka obrotówką jedynką Meppsa i............ szczupak obcina żyłkę. Wycofujemy się z tego dołka, nie będziemy króla niepokoić w końcu nie z nim chcemy dziś się spotkać. Dochodzimy do pięknego zakola, na środku którego leży zwalone drzewo i wielki kamień, o jakiż to cudny kawałek natury! Postanawiam wykonać tu kilka rzutów, mojej produkcji woblerem. To mój drugi, wykonany przez mnie wobler, sprawdzę jak pracuje? Pierwszy kontrolny rzut i okazuje się że zimowa praca nie poszła na marne, chodzi super. Rzucam. Zamach i..... plecionka zawija się o klips na szpuli kołowrotka a wobler ląduje na drzewie. Czarna rozpacz, normalnie prawdziwa wędkarska żałoba, gdyby kupny, to niech go tam...ale własny wyrób, drugi w życiu a pierwszy tak pięknie pracujący! Decyzja może być jedna. Wchodzę po niego.
Ubrany w ciepły golf, kurtkę i kamizelkę wędkarską, z zarzuconym plecakiem powoli przy asekuracji kolegi wchodzę na drzewo. Siadam na nim okrakiem i powoli podążam w stronę mojego cudeńka. Drzewo wystaje ponad lustro wody, mam na sobie wodery tak więc śmiało przesuwam się do celu bez obawy, że woda może nalać mi się do środka. Jestem na miejscu, woblera mam na wyciąąągnięęęcie ręki, muszę się jeszcze mocniej wychylić. Jedną ręką chwytam za wystającą gałąź, drugą wyciągam po mojego woblera i kiedy już go prawie mam, słyszę przeraźliwy trzask łamanej gałęzi ale nie jest to niestety, robota kolegi ani jego ojca, ....nie...., nie będzie ogniska. To gałąź, o którą się zaparłem pękła pod moim ciężarem i w jednej chwili znalazłem się pod wodą. Do tej pory nie wiem jak udało mi się wydostać na powierzchnię, wiem,że było bardzo ciężko. Woda dostała się do woderów i ciążyła mi bardzo, plecak który miałem na sobie krępował moje ruchy a zatopione gałęzie skutecznie mnie oplątały lecz mimo to,wydostałem się na powierzchnię i trzymając się drzewa szukałem ratunku wśród moich towarzyszy wyprawy. Krzychu ekspresowo przeciął plecionkę i bez namysłu podał mi swój spinning, pamiętam że bałem się o jego delikatną wędkę (Silstar 2.70 cw. 2-9g) i powiedziałem, że może się złamać. Słowa, które wypowiedział, pamiętam do dziś nie pie................ tylko łap się za wędkę. Powoli, z pomocą ojca wyciągnął mnie na brzeg i wszystkim nam spadł kamień z serca. Czułem się jakby dano mi drugą całkiem niezależną od pierwszej, szansę na życie. Straciłem tylko czapkę (zresztą moją bardzo szczęśliwą ) i okulary oraz mojego woblera przez którego, jak się okazało mogłem się utopić.
Pierwszą decyzją jaką podjąłem, zaraz po wyjściu na brzeg było postanowienie o nie zabieraniu nigdy więcej do domu szczupaków. Drugą moją decyzją, bardzo głupią zresztą, było dalsze wędkowanie. Krzysiek dał mi swoje dresy i zapasowe skarpety (zawsze je nosimy na wypadek skąpania ale moje niestety były całe mokre) , ojciec kurtkę, czapkę i buty. Wędkowaliśmy jeszcze 1.5 godziny i oprócz 60 cm szczupaka, złapałem również ...... zapalenie płuc a przez moje zaniedbanie, po dziś dzień borykam się z astmą. Czy było warto? Myślę, że tak. Dzięki temu zdarzeniu i mojej szczupaczej deklaracji, wszystkie złowione przeze mnie ryby trafiały z powrotem do wody a ja przez lata namawiałem moich znajomych do podobnych decyzji i udało się. Już 14 lat temu nasz wymiar szczupaka, wynosił 50 cm i jeśli ktoś naprawdę musiał, zabierał tylko jedną sztukę. Większość jednak tych niesamowitych ryb odzyskiwała wolność.

Całe to zdarzenie nauczyło mnie jednej ważnej rzeczy, że bezpieczeństwo i ostrożność na rybach jest najważniejsza i nie można podejmować za wszelką cenę ryzyka dla odzyskania kilku złotówek. Od tej pory, na wyprawy wędkarskie bliższe i dalsze, nie wybieram się już sam.Bezradny
*****************************************************************************
" Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą".

- Pearl Buck
 
Mariusz Karpowicz
Jacek Wrobel napisał(a):
w tamtych latach panowało w naszych stronach przekonanie,że jeśli ktoś spinninguje przed otwarciem sezonu szczupakowego, to na pewno jest kłusownikiem, od kilku lat to się zmieniło i nikogo nie dziwi spinningista w marcu).

U mnie do tej pory funkcjonuje takie przekonanie, i nigdy nie widziałem, żeby ktoś łowił jazie na spining.
Fajne - moralizujące opowiadanko, ale wybacz bo czegoś nie załapaem; Co ma wspólnego Twoja kąpiel, stracony wobler, czapka, z decyzją o niezabieraniu nigdy w życiu szczupaków??
Maniek
 
Robert Milner
Takie historie się zdarzają. Dlatego wpierw należy pięć razy się zastanowić zanim coś zrobisz - czy warto?. Kiedyś też miałem podobną sytuację, gdzie chciałem wchodzić do wody za woblerem (dość drogim), ale sobie darowałem. Gdyby nie moja rezygnacja, to nie wiem jakby się to dalej potoczyło, a warto zaznaczyć że byłem sam, w nowym miejscu gdzie nurt był naprawdę porywający. Cała akcja zaczepu skończyła się sukcesem, gdzie po kilkunastu minutowej walce z zatopioną gałęzią natura odpuściła i wyższość (całe szczęście) osiągnęły sztuczne komponenty.
 
Jacek Wrobel
... a no Wam mogę się przyznać, a zresztą było to dawno i nieprawda;
podczas tej wyprawy, złowiłem szczupaka takiego z 60 cm, wziął na 0 longa a zaczepił się w okolicy oka i dlatego, bez problemu go wyjąłem. Wzdłuż rzeki podwoził nas ojciec mojego kumpla. Kiedy wyczepiłem szczupaka, (drętwy byłem jeszcze po wcześniejszej kąpieli) nasz szofer zaoferował się, że wypuści szczupaka. Nie zdążyłem powiedzieć, żeby wypuścił go za zakolem, bo tam jest zejście i mniej stroma skarpa, kiedy usłyszałem tępe "łup"
Szczupak dostał butelką i stał się w mgnieniu oka własnością kumpla ojca. Nie pomogło nasze gadanie, to my dostaliśmy wykład jak łowić i kiedy zabierać rybyPłacze
Zanim wysuszyłem ciuchy u Krzyśka, widziałem jak szczupak był przygotowany do konsumpcji, pierwszy raz widziałem taki numer..
zębaty miał różowe, trochę jaśniejsze niż łosoś mięsoAngry
Tak jakoś było mi niesmacznie, że postanowiłem zaprzyjaźnić się ze szczupłymi i ta przyjaźń trwa do tej poryGrin
*****************************************************************************
" Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą".

- Pearl Buck
 

Podziel się z innymi: Facebook Google Tweet This Yahoo
Facebook - Lubię To:


Przejdź do forum:

Wygenerowano w sekund: 0.06
11,246,497 unikalne wizyty